ROZDZIAŁ I - Piotrek
27 stycznia 2012
20: 12
O ile wieczory w nocnych, modnych klubach były długie i barwne, o tyle ranki dużo, dużo dłuższe i mniej kolorowe. Nikt nie wiedział tego lepiej niż on. Uśmiechnął się na tę myśl, wciąż niezbyt przytomny.
Przekręcił się smętnie na drugi bok i napotkał wzrokiem pukiel rudych włosów. Ich właścicielka, okryta kołdrą za linią biustu, spała spokojnie, nieświadoma jak szkaradnie wygląda teraz, gdy resztki makijażu pokryły nie tylko jej policzki, ale i białą poduszkę. Zastanowił się, skąd ją zna, czy ją w ogóle zna… Wydawała się jakoś dziwnie znajoma. Jednak po odkryciu jednej wielkiej pustki w głowie, zaniechał pomysłu. Paulina, Pamela … Jakoś tak. I to czwartą noc z rzędu. Prychnął pogardliwie. Jak to się stało, że nawet jego dopadła proza życia? Gdzie się podziała ta spontaniczność? Żeby tak idiotycznie zmarnować trzy noce… Dziewczyna spała jak zabita i po przebudzeniu miała cierpieć kaca giganta. Piotrek uważał się za sprytnego – za każdym razem kiedy wczoraj czuł ogromną ochotę zalania się, myślał o dzisiejszym spotkaniu i wrażeniu, jakie zrobiłby z bladą, napuchnięta twarzą i głupawym uśmieszkiem, który miał uchodzić za subtelny. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, myśląc o pieniądzach, które dzięki odrobinie szczęścia i uroku osobistego zarobi.
Spojrzał na zegarek. Za piętnaście minut zadzwoni budzik. Za dwadzieścia ma jej tu nie być.
Kiedy obmywał twarz w łazience, przyjrzał się sobie dokładnie: żadnych przykrych niespodzianek, sińców pod oczami i pamiątek po wczoraj. A klient? Znowu facet. Zabawne, z kobietami szło mu jak po maśle. Potrafił wcisnąć im wszystko po każdej cenie, przy okazji nawet załatwić sobie towarzystwo na wieczór, o ile nie miała za dużego tyłka, bo cóż…
Niezaprzeczalnie jego atutem była uroda. Męskie rysy twarzy, duże brązowe oczy i czarne, gęste jak smoła włosy. Odkrył to już w liceum. Kobiety rzadko kiedy mu odmawiały czegokolwiek, a jeśli już – to musiały być to straszne kretynki.
Carpe diem, kurwa mać.
Tak naprawdę, jego życie było wybitnie piękne. Los mu sprzyjał – wielki osprzęt i smykałka do interesów. Do tego doskonale potrafił wykorzystywać swoje atuty, dzięki czemu mógł pozwolić sobie na co tylko chciał, a łóżko nigdy nie było puste. Chwała ojcu i synowi, jeśli od czasu do czasu można. Bo po tatusiu to wszystko odziedziczył, oj tak. Łącznie z talentem kreślarskim, wyobraźnią i zamiłowaniem do zarabiania pieniążków, jak na architekta przystało. Dzięki wrodzonej błyskotliwości i talentom aktorskim zapewniał sobie rozrywką. Zabawił się z rudą cztery nocki(o te cholerne trzy za dużo) i wcale nie czuł się z tego powodu specjalnie dumny. Jego poprzednia zleceniodawczyni, to dopiero była sztuka. Jak na dwójkę dzieci, naprawdę. Raczej już nigdy jej nie spotka, jaka szkoda. Może to w sumie i dobrze – dzwoniła bardzo długo, zanim zorientowała się co jest grane i dała mu spokój. Zawsze wychodził z jednego założenia – seks, to seks. Z pieniędzmi, życiem prywatnym i mamą proszę mi tego nie mieszać.
Nad rudą to się nawet nie wysilił. Skoro jednak sama dzwoniła…
Podobał mu się ten hotel, podobało mu się to, że go na niego stać. No i podobała mu się recepcjonistka, ale to już inna bajka. W ciagu niespełna dwóch tygodni rozpieprzył połowę zarobionych pieniędzy, ale nie dbał o to. Jego akcje rosły, był tego świadomy. Dziś załatwi nowe zlecenie i przy pomyślnych wiatrach na dłuuuugi czas pieniądze przestaną stanowić jakikolwiek problem. Musi być dobrze, w końcu tylko dlatego się wczoraj nie napierdolił.
Kiedy zadzwonił budzik, dziewczyna markotnie doczłapała się do drzwi łazienki.
- Piotruś, masz coś na kaca?
- W szafce, koło łóżka. – znów to samo, ale niech zna łaskę pana. – Tylko szybko, za godzinę mam spotkanie i fajnie by było, jakbyś już poszła. – nie krępując się w żadnym wypadku zrzucił bokserki i wszedł pod prysznic. – Trafisz sama do drzwi? – zapytał, kiedy zauważył, że z środka korytarza zniknęły jej majtki.
- Zadzwonię do ciebie. – zapewniła go, jakby to miało dla niego jakiekolwiek znaczenie. – Dzięki za …
- Tak, tak… - przytaknął, nieco już zirytowany jej anemicznością. – Było fajnie, Pati.
- Paula. – poprawiła go. – Paula mam na imię.
- Och. – faktycznie, coś mu świtało. Następna noc z tą laską? Nigdy w życiu. – Wszystko jedno…
- Jak to…
- Niczego nie zapomnij! – przerwał jej, wychylając się zza kabiny, by czarującym uśmiechem nieco zniszczyć niepokój, który nagle w niej wykiełkował. – A teraz przepraszam, ale naprawdę mam ważne spotkanie.
Dziewczyna uśmiechnęła się, chyba nie zdając sobie sprawy z tego, jak została potraktowana.
- Chyba cię kocham… - rzuciła, wychodząc z pokoju.
- Oby nie…! – prychnął, zanim jeszcze usłyszał dźwięk zamykanych drzwi.
komentarze [3]
2011
lipiec (2)2012
styczeń (1)
Lay & HTML wykonała autorka tylko i wyłącznie dla siebie . Obrazek z tapeciarni.